poniedziałek, 4 maja 2015

Powrót

 W popołudniowym świetle liście skrzyły zielenią. Poruszane lekko wiatrem tańczyły na gałęziach jak prawdziwe baletnice. Wszystko to wyglądało tak magicznie.

 Hermiona siedziała na parapecie z kubkiem herbaty w rękach. Uwielbiała patrzeć jak słońce powoli chowa się za horyzontem pozostawiając za sobą mrok.  Chłód wdzierający się przez otwarte okno wślizgnął się pod jej sweter, więc zeszła z parapetu. Rozprostowała kości i rozejrzała się po pokoju. Wszędzie walały się podręczniki, pióra i inne niezbędne rzeczy do Hogwartu. Za dwa dni miał się rozpocząć ostatni dla niej rok w Hogwarcie. W jej planach miało to nastąpić o wiele szybciej, 
ale lepiej teraz niż nigdy. Nie tylko ona wraca do szkoły z opóźnieniem. Jeszcze jutro ma się spotkać z Harry’m, Ronem i Ginny, a z tego co wie, w zamku spotka liczną grupę starych przyjaciół.

 Podeszła do wieży i włączyła muzykę. Rozpoczęła ostatnie przygotowania. Dopakowała do kufra jeszcze kilka książek i szat, upewniła się, czy ma w nim wystarczająco dobrze zabezpieczone, zapasy atramentu i piór i zdecydowała się na kąpiel. Wpuściła do wanny dużo wody, dolała ulubione olejki
 i zanurzyła się w niej aż po głowę. Wstrzymała oddech i zamknęła oczy.

 Od czasu ostatnich, przykrych zdarzeń potrzebowała dużo momentów, w których mogłaby po prostu odetchnąć, odciąć się od wszystkich trosk. Było jej trudno, ale radziła sobie z tym coraz lepiej. Ból powoli ustępował, wspomnienia kłuły jej serce coraz mniej.

***

  Zatrzasnęła za sobą drzwi i z wdzięcznością odetchnęła świeżym powietrzem. Właśnie rozpoczynał się nowy rozdział w jej życiu. Bez smutku i cierpienia planowała odrodzić się na nowo.  

 Do Nory miała trafić na godzinę 18.00, ale stwierdziła, że chyba nikomu nie zaszkodzi jak zjawi się tam trochę szybciej. Skupiła się i już po chwili poczuła nieprzyjemne uczucie w okolicach pępka. Co prawda nie mogła się teleportować tuż przed domem Weasley’ów, tylko kilka wzgórz dalej, ale była to na tyle piękna i spokojna okolica, że mogła sobie pozwolić na spacer.

 Kufer był dość ciężki i trudno było taszczyć go przez równiny pokryte trawą. Po około półgodzinnym marszu przed oczami stanęła jej Nora. Gorąca fala zalała jej ciało, poczuła przyjemne ciepło w sercu. W tym miejscu czuła się jak w domu. Pan i pani Weasley traktowali ją jak drugą córkę, a przecież tego tak bardzo potrzebowała. Twarz Hermiony rozświetlił uśmiech i poczuła nagły przypływ energii. Zaczęła biec w stronę budynku, by jak najszybciej znaleźć się w środku. Dotarłszy do drzwi, stukała w nie mocno, nie mogąc się doczekać widoku znajomych twarzy.

 - Lecę! Już lecę!

 Ze środka dobiegł głos pana Weasley’a i już po chwili jego bystre oczy pojawiły się w szparze
 w drzwiach.

 - Hermiona! – zdziwiony jej widokiem, ale jednocześnie szczęśliwy z tego powodu, gestem zaprosił ją do środka.

 Od czasu wojny i śmierci jednego z jego synów, twarz Artura pokryło znacznie więcej zmarszczek, 
a włosy poprzetykały siwe kosmyki. Za uśmiechem krył się smutek, który Hermiona rozpoznała bez przeszkód. Nie wyobrażała sobie jak to jest stracić dziecko i nie chciała nigdy się tego dowiedzieć. Od czasu tej tragedii, George nie pojawiał się zbyt często w towarzystwie ludzi, zamknął się
 w czterech ścianach swojego domu zbyt wstrząśnięty śmiercią bliźniaka, by móc normalnie funkcjonować. Reszta Weasley’ów często go odwiedzała i przejęła tymczasowo opiekę nad sklepem.

 Gdy Hermiona weszła do środka zdążyła jeszcze zauważyć, jak Molly Weasley ukradkiem zrzuca ze stołu zużyte chusteczki. Rąbkiem szaty otarła oczy i z uśmiechem przywitała Hermionę. Przytuliła ją tak mocno, jak gdyby chciała ją udusić.

 - Hermiona! Tak się cieszymy, że jesteś już z nami – spojrzała szatynce w oczy, po czym przejechała ją wzrokiem od stóp do głów – Oj, zmizerniałaś! Ale zaraz to naprawimy!

 Wzięła dziewczynę za rękę i poprowadziła ją do kuchni. Usadziła Hermionę na krześle przy długim stole i wlała do miski zupę. W tym czasie zwabieni nagłym poruszeniem zbiegli się już Harry, Ron
 i Ginny.

 - Mionka! Świetnie wyglądasz – pierwsza w uściski wzięła ją Ginny. Co prawda Hermiona bardzo schudła, ale miło było słyszeć komplementy.

 Kiedy przywitała się też z Harry’m i Ronem, wspólnie usiedli do stołu, a Molly i Artut wyszli do ogródka, stwierdzając, że trzeba młodych zostawić samych.

 - Jak oni sobie radzą? – zapytała zatroskana Hermiona.

 - Nie jest tak źle – zaczął Ron – Na początku było naprawdę bardzo ciężko, ale jest już coraz lepiej. Martwimy się tylko o George’a, nie widzieliśmy go już od półtorej miesiąca, nie chce żebyśmy go odwiedzali, powiedział, że woli być sam.

 - Wszystko się ułoży – Hermiona położyła dłoń na ręce Rona, by dodać mu otuchy.

 Na chwilę zapanowała cisza.

 - No! A co u ciebie, Hermiona? – zapytał uśmiechnięty Harry, by przerwać to milczenie.

 Rozmawiali potem długo. Beztrosko śmiali się i żartowali, jak normalni młodzi ludzie. Wszyscy właśnie tego potrzebowali. Zapomnienia i chwili odpoczynku.  Kiedy dobiła już 21.00, Ginny
 i Hermiona zrobiły każdemu po kubku gorącej czekolady, a Harry i Ron przygotowali pokaz fajerwerek, które wcześniej kupili w mugolskim sklepie. Owinięci  w przypadku dziewczyn w koce, lub w bluzach stali na zewnątrz podziwiając rozbłyski na niebie. Pan Weasley był w swoim żywiole, podziwiając kunszt mugoli
***
 Księżyc świecił wysoko na niebie, gdy Hermiona gwałtownie otworzyła oczy, próbując załapać kontakt z rzeczywistością. Koszmar nadal dudnił w jej skroniach. Oblizała spierzchnięte usta
 i podniosła się z łóżka. Spojrzała na Ginny, która spała tak słodko, tak niewinnie. Sama nie pamiętała już kiedy po raz ostatni spała spokojnie. Za każdym razem śnił się jej ten sam sen. Był jak pułapka, z której nie sposób było się wydostać.

 Na palcach uchyliła drzwi i wyszła z pokoju. Prześliznęła się do łazienki i przekręciła kluczyk. Podeszła do zlewu i puściła cienki strumień wody. Uspokoił ją na tyle, by zamoczyć ręce w zimnej cieczy i obmyć nią kark. Jej ciałem wstrząsnął dreszcz, jakby wybawienie spędzający z jej powiek ostatnie wspomnienia przykrego snu.

 Nad umywalką wisiało lustro. Lustro odbijające to samo co zwykle. Dziewczyna. Przeciętna. Brązowa szopa na głowie, sińce pod dużymi oczami. Piegi na policzkach. Nic nowego. Jedyną niewidoczną w tej chwili zmianą w jej ciele, była masa. Hermiona dużo schudła i nie wyglądała teraz najzdrowiej. 

 Zakręciła kurek i wróciła do pokoju przyjaciółki. Dopiero teraz poczuła jak gorąco jest w pokoju. Podeszła do okna i otworzyła je na oścież. Nocny wietrzyk miło połaskotał ją po szyi. Nie chciała zasnąć, więc usiadła na parapecie i wpatrywała się w ciemny pejzaż aż do rana.  

 O 8.00 Hermiona usłyszała na schodach panią Weasley, więc szybko wśliznęła się na swoje miejsce w łóżku i udawała, że śpi. Kiedy Molly weszła do pokoju, udało jej się nawet na szóstkę odwzorować przebudzenie.  Razem z Ginny poszły do łazienki i przebrały się w czasie, gdy reszta domowników przygotowała śniadanie. Zjedli je w pośpiechu i pochwyciwszy bagaże samochodem Artura ruszyli na King’s Cross. Oczywiście musieli zawrócić dwa razy. Za pierwszym razem po różdżkę Ginny,
 a za drugim, po wszystkie bagaże Harry’ego.

 Na dworzec trafili dziesięć minut przed odjazdem. Czując powiew wiatru we włosach przeszli przez ścianę między peronem dziewiątym, a dziesiątym. Tym razem musieli zawrócić tylko jeden raz, gdy okazało się, że nie wiadomo jakim cudem, Ron nie trafił w mur i zamiast znaleźć się na należytym peronie, wpadł w mugolską rodzinę. Wylądował na małej dziewczynce i skrzyczany oraz poobijany skórzaną torebką dołączył do grupy.

 Przyjaciele zajęli dla siebie miejsca i wychylili się przez okna, by pożegnać machnięciem ręki płaczącą Molly i tulącego ją Artura.

 Gdy pociąg wyjechał ze stacji i ruszył przez zielone łąki zostawiając za sobą Londyn, wszyscy rozluźnili się na swoich miejscach i po prostu uśmiechali się, oczami wyobraźni widząc już Hogwart. Uśmiechali się, by zapomnieć, uśmiechali się, by odpocząć, uśmiechali się, by być szczęśliwymi.

***

 Po około piętnastu minutach, do przedziału wpadło dwoje chłopców. Był to Neville i Seamus. Pomimo, iż ukończyli już Hogwart, postanowili wrócić do niego, jako patroni. Patroni dopiero co zostali powołani do życia. Ich zadaniem było sprawowanie pieczy nad ogólnym porządkiem 
w szkole. Taka była ich oficjalna rola. Tak naprawdę, każdy wiedział, że mają bronić zamku. Czuwać nad tym, by nic nie wymknęło się spod kontroli. Pilnować ogólnie pojętego spokoju i działać, gdyby ,,coś się wydarzyło”.

 - Kogóż my tu mamy? – powiedział z poważną miną Neville – Czyżby nasi podopieczni?

 Razem z Seamusem zaczęli śmiać się w niebogłosy. Wcisnęli się w wolne miejsca i spojrzeli z uśmiechem na starych przyjaciół.

 Po kilku minutach dołączył do nich jeszcze Dean i razem spędzili drogę do Hogwartu. W połowie podróży usłyszeli jeszcze w drzwiach:

 - Coś dla was, kochaneczki?

 Rozweseleni kupili wszystko i Dean musiał usiąść na kolanach Neville’a, by móc zmieścić zakupy.

***

 Za oknem robiło się już powoli ciemno, gdy wszyscy uczniowie ubierali szaty i wychodzili 
z pociągu. Hermiona sprawnie zgarnęła wszystkie swoje rzeczy, stanęła w drzwiach wagonu i 
z zażenowaniem stwierdziła, że Ron i Harry nie założyli jeszcze szat. Ginny prychnęła i usiadła 
z brodą na rękach.

 Hermiona odchyliła głowę do tyłu i ze zniecierpliwieniem wdychała świeże powietrze, które uczniowie zdążyli już wpuścić do wnętrza pociągu. Co jakiś czas, ktoś ocierał się o nią łokciem, 
ale nikt nie komentował tego, że stoi w przejściu.

 Dopiero śmiech przebiegających pierwszaków niemile wyrwał ją z zadumy. Podniosła wzrok 
w idealnej chwili, by zobaczyć Dracona Malfoy’a. Osłupiała, bo kogo jak kogo, ale jego nie spodziewała się tu zobaczyć. Szedł właśnie korytarzem w stronę wyjścia, nieuchronnie zbliżając się w jej stronę. Podniósł wzrok i spojrzał wprost na nią. Hermiona zaczerwieniła się, bo czuła jak gdyby ktoś przyłapał ją na gorącym uczynku. Stalowe tęczówki przewiercały ją na wylot, wydawały się jednak podejrzanie zamglone. Platynowe włosy w nieładzie rozsypały się na głowie ślizgona, 
a policzki były zdecydowanie bardziej zapadnięte niż przy ich ostatnim spotkaniu. Chłopak zmarszczył groźnie brwi i nim dziewczyna się zorientowała przeszedł obok, boleśnie trącając ją łokciem.

 - To jak, idziemy? – wyszczerzył się Harry. 

***

Jest już pierwszy rozdział! 
Mam nadzieję, że uda mi się dokończyć tą historię,
a Wam spodobała się pierwsza część 
i dotrwacie do tego czasu, 
Kolejnych rozdziałów możecie oczekiwać
w odstępach około tygodniowych, czasami
może mniej.

Skylar ♥

1 komentarz: